Marcowe wybory parlamentarne w Słowenii całkowicie zmieniły tamtejszą politykę - również w kwestii podejścia do ludobójstwa w Strefie Gazy. Liberalno-lewicowy rząd, który wprowadził m.in. małżeństwa jednopłciowe, został zastąpiony przez populistyczną prawicę zapatrzoną w Trumpa. Wszystko odbyło się w cieniu afery korupcyjnej, w której palce maczała izraelska firma wywiadowcza. Nowemu rządowi Słowenii zależy na poprawie stosunków dyplomatycznych z Izraelem. Co zrobi premier Janez Janša i czy Europę czeka syjonistyczny skręt?
Europejski lider działań na rzecz wolnej Palestyny
Dotychczasowy premier Słowenii - liberał Robert Golob - otwarcie krytykował Izrael, przyznając, że dokonuje on ludobójstwa na Palestyńczykach. W 2024 roku rząd Goloba uznał państwowość Palestyny. W 2025 roku Słowenia - jako pierwszy kraj w UE - wstrzymała wymianę militarną z Izraelem oraz wprowadziła zakaz handlu towarami z okupowanych terenów palestyńskich. W tym samym roku, w lipcu minister finansów Izraela Becalel Smotricza oraz minister bezpieczeństwa Itamar Ben Gwir otrzymali zakaz wjazdu na terytorium Słowenii. We wrześniu ta sama decyzja została podjęta wobec premiera Benjamina Netanjahu. Słowenia była też pierwszym państwem członkowskim UE, które zadeklarowało przystąpienie do postępowania przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości ONZ, w którym Republika Południowej Afryki oskarżyła Izrael o zbrodnie ludobójstwa w Strefie Gazy. Ostatecznie, tuż przed wyborami w 2026 roku rząd Goloba wycofał się z tego pomysłu, argumentując to obawami o bezpieczeństwo kraju (o tym na końcu tekstu).
Słowenia, w przeciwieństwie do Polski, potrafiła też wycofać swój udział w Eurowizji - konkursie, który dla faszystowskiego Izraela jest idealną okazją do art-washingu i zaprezentowania swojego soft-power. Co prawda nie była to decyzja rządu, tylko tamtejszego odpowiednika TVP - RTV Slovenia, ale obrazuje nam ona nastawienie słoweńskiego społeczeństwa do ludobójstwa w Gazie.
Słowenia nie jest może europejską potęgą, która mogłaby wpłynąć na całą wspólnotę, by ta przestała handlować z Izraelem, ale te działania miały ogromne znaczenie. Uderzały w syjonistyczną bryłę, bezkarność reżimu Netanjahu i bierność “cywilizowanych” zachodnich krajów, które swoje interesy stawiają ponad życie cywilów w Palestynie. Te naciski pozwalały wierzyć, że koniunktura europejskiego “bussines as usual” zacznie się łamać, kolejne państwa dołączą do presji na Izrael, a nałożenie sankcji udowodni sprzeciw UE wobec ludobójstwa.
Czas liberalnych rządów w Słowenii dobiegł jednak końca, a władza ponownie trafiła tam w ręce prawicy. Po 4 latach na stanowisko premiera powrócił Janez Janša - lider Słoweńskiej Partii Demokratycznej (SDS). Tak jak wszyscy przedstawiciele międzynarodówki MAGA - do której bez wątpienia przynależy nowy premier Słowenii - zapowiada on obniżenie podatków dla najbogatszych, cięcia programów socjalnych i wsparcie prywatnych firm medycznych. Za poprzednich rządów Janšie zarzucano autorytarne zapędy, miał on dążyć do ograniczenia wolności mediów i niezależności władzy sądowniczej oraz osłabienia instytucji demokratycznych. Ten model sprawowania władzy idealnie wpisuje się w ruch ideologiczny, który reprezentuje nacjonalistyczna, populistyczna prawica pod patronatem Trumpa.
flaga Palestyny na budynku słoweńskiego parlamentu / źródło: AFP, zdjęcie: Jure Makovec
Zmiana polityki Słowenii względem Izraela
Jedną z pierwszych decyzji Janšy po objęciu stanowiska premiera było zdjęcie flagi Palestyny z budynku słoweńskiego parlamentu w Lublanie. Ten symboliczny gest wskazuje kurs polityki zagranicznej nowego rządu Słowenii. Jest to zupełnie odwrotny, pro-izraleski kierunek, który, jak powiedział Janša w rozmowie z magazynem Israel Hayom zakłada, że:
“Izrael nie jest problemem Europy, jest jednym z jej najważniejszych sojuszników”
Nowy premier Słowenii chce przenieść izraelską ambasadę swojego kraju z Tel Awivu do Jerozolimy. Miasto to przez syjonistyczny rząd Izraela jest uważane za stolicę kraju, jednak Organizacja Narodów Zjednoczonych od 1967 roku uznaje jego wschodnią część za okupowane terytorium palestyńskie. Od lat chrześcijanie i muzułmanie w Jerozolimie doświadczają dyskryminacji, zarówno na poziomie prawnym i administracyjnym ze strony izraelskich służb, jak i stając się ofiarami aktów przemocy żydowskich nacjonalistów. Z tego powodu żadne europejskie państwo nie ma swojej ambasady w Jerozolimie. Jedyny kraj, który podjął tę niezgodną z prawem międzynarodowym decyzję to USA. Taki prezent swoim sojusznikom sprawił Donald Trump w 2017 roku, a oficjalne przeniesienie amerykańskiej ambasady do Jerozolimy odbyło się w 70. rocznicę niepodległości Izraela. Podobny prezent Benjaminowi Netanjahu chce teraz sprawić Janez Janša.
Premier Słowenii wycofał już kilka decyzji swojego poprzednika, związanych m.in. ze wstrzymaniem wymiany broni i sprzętu wojskowego z Izraelem. Janša zdążył też znieść zakaz wjazdu na terytorium swojego kraju dla izraelskiego premiera i dwóch ministrów. Przypomnijmy, że jeden z nich - Itamar Ben Gwir, dostał nawet 5-cio letni zakaz wjazdu do Polski, po tym, jak udostępnił nagranie z izraelskiego więzienia, na którym podekscytowany poniża klęczących i związanych uczestników misji humanitarnej Global Sumud Flotylla, którzy zostali nielegalnie zatrzymani na wodach międzynarodowych. O Ben Gwirze było ostatnio znowu głośno, po tym jak nawoływał do wzmożonych zabójstw w Strefie Gazy, twierdząc, że żołnierze IDF powinni tam „eliminować 30-40 osób każdej nocy”.
Takie wartości reprezentują sojusznicy Janšy, który stwierdził, że uznanie państwowości Palestyny jest niezgodne ze słoweńskim prawem i zamierza cofnąć tę decyzję. Jego celem jest poprawa stosunków dyplomatycznych z Izraelem i ewidentnie mu to wychodzi. Minister ds. diaspory i zwalczania antysemityzmu Amichai Chikli nazwał Janše: „prawdziwym przyjacielem Izraela”.
Syjonistyczny skręt słoweńskiego rządu blokować będzie na pewno prezydentka Natasa Pirc Musar, która zapowiedziała, że w kwestii Palestyny „zawsze będzie stać po stronie prawa międzynarodowego, po stronie ludzkości”. Pirc Musar tuż po tym, jak Janša zdecydował zdjąć flagę Palestyny z budynku rządowego w Lublanie, powiesiła ją na Pałacu Prezydenckim.
Janez Jansa i Benjamin Netanjahu / źródło: X.com
Czy słoweńskie społeczeństwo jest pro-izraelskie?
W małym, 2 milionowym kraju, jakim jest Słowenia, sprawa Palestyny stanowi dość wyraźną oś sporu politycznego. Tamtejsze społeczeństwo jest jednak w dużej mierze pro-palestyńskie. Jeszcze w 2024 roku, przed uznaniem państwowości Palestyny, ok. 60% badanych wyraziło się pozytywnie o takim rozwiązaniu. Obecnie ok. 58% ankietowanych obywateli Słowenii nie popiera pomysłu Janšy o cofnięciu uznania Palestyny. Tylko 14% badanych Słoweńców chce zacieśnianie stosunków dyplomatycznych z Izraelem, a ponad połowa jest temu przeciwna. Skąd więc zwycięstwo w wyborach polityka, który tak jawnie popiera rząd Izraela?
Słoweńska Partia Demokratyczna zdobyła 28 mandatów w 90 osobowym Zgromadzeniu Narodowym. Wybory w teorii wygrał rządzący do tej pory Ruch Wolności z 29 mandatami, więc wynik był bardzo bliski. Zdecydowała arytmetyka parlamentarna i możliwości koalicyjne. Janša stworzył rząd mniejszościowy, do którego weszły: startujące w koalicji trzy prawicowe partie NSi, SLS i FOKUS z 9-cioma deputowanymi i centroprawicowi Demokraci z 6-cioma głosami. SDS mogła zdobyć większość parlamentarna dzięki poparciu skrajnie prawicowej, pro-rosyjskiej i eurosceptycznej partii Re.snica, która ma 5 przedstawicieli w tamtejszym parlamencie. Rządowi Janšy poparcia udzieliło również dwóch posłów z mniejszości narodowych: włoskiej i węgierskiej.
Lider Re.Snica Zoran Stevanović, mimo, że nie wszedł do rządu, został wybrany na przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego - odpowiednika polskiego Marszałka Sejmu, drugiej osoby w państwie. Sam Janša za swoich poprzednich rządów wspierał Ukrainę i uznał, że to Rosja jest agresorem, ale teraz daje ogromne paliwo politykowi, który już zapowiedział chęć wizyty w Moskwie.
Z jednej strony premier, który wspiera Izrael, z drugiej pro-rosyjski przewodniczący Zgromadzenia Narodowego. Zapowiada to kolejnego hamulcowego na szczeblu unijnym, chociaż przynajmniej w kwestii Ukrainy MSZ Słowenii przekonuje, że ich polityka nie ulegnie zmianie.
Izrael wpłynął na wybory?
Te roszady w słoweńskiej polityce zostaną odebrane pozytywnie zarówno w USA i Izraelu, jak i w Rosji. Ci pierwsi mają nowego sojusznika w Europie, który będzie blokował wszystkie sankcje na Izrael, a Kreml ma kolejnego polityka na wysokim stanowisku w demokratycznym państwie, który będzie powtarzał ich propagandę. Taki układ jest na rękę Trumpowi, Netanjahu i Putinowi. Zaburza on stabilność i jednomyślność Unii Europejskiej, dzięki czemu pozwala imperialistycznym potęgom jeszcze mocniej wpływać na politykę Europy.
Dlatego nie dziwi, że podczas marcowych wyborów w Słowenii odkryto zagraniczne wpływy. Mowa o izraelskiej firmie wywiadowczej Black Cube, założonej przez weteranów wywiadu Sił Obronnych Izraela: Dana Zorella i Aviego Yanusa. Większość pracowników tej organizacji to właśnie byli żołnierze i oficerowie IDF czy Mossadu. Black Cube współpracuje również z samym rządem Izraela, jak donosił dziennik Haaretz w latach 2012-2014 zawarli oni umowę z Ministerstwem Obrony Narodowej. Natomiast w 2024 roku TheMarker dotarł do informacji, że minister Amichai Chikli rozmawiał z dyrektorem wykonawczym Black Cube, w celu przeprowadzenia operacji przeciwko aktywistom Students for Justice in Palestine, amerykańskiej organizacji znanej z organizowania anty-izraelskich protestów na tamtejszych uniwersytetach.
Grupa słoweńskich dziennikarzy opublikowała raport z którego wynika, że w grudniu 2025 przedstawiciele tej firmy spotykali się z Janezem Janšą. 10 dni przed wyborami pojawiła się tajemnicza strona anti-corruption2026.com, na której udostępniono rozmowy z nagranymi z ukrycia politykami z otoczenia Goloba. Mówią oni o korupcji, nielegalnym lobbingu i niezgodnym z prawem wykorzystywaniu publicznych środków. Agenci Black Cube stworzyli fikcyjne struktury firm i podszywając się pod przedstawicieli brytyjskiego funduszu inwestycyjnego spotykali się ze słoweńskimi politykami. Nagrania miały na celu powiązać ówczesnego premiera z korupcją. Ujawniający te informacje dziennikarze podkreślają, że sprzeciwiają się korupcji i jeśli ujawnione zarzuty są prawdziwe, liczą na zdecydowane działania sądów. Zwracają jednak uwagę na model działania i czas ujawnienia tych nagrań.
Środowisko Ruchu Wolności zarzuca Janšie zlecenie tej akcji, ale nie ma na to oficjalnych dowód. Robert Golob zaapelował do Komisji Europejskiej, by ta zbadała szczegóły i mogła przeciwdziałać kolejnym próbom ingerencji obcych wywiadów w europejskie wybory. Słoweńska Agencja Wywiadu i Bezpieczeństwa (SOVA) przedstawiła raport, który ma udowadniać ingerencję izraelskiej firmy w wybory, a według dyrektora tej instytucji działania te zostały zlecone wewnątrz Słowenii. Ustalono już, że agentka Black Cube była widziana w tych samych miejscach, gdzie nagrywano polityków z otoczenia słoweńskiego rządu. Sposób, w jaki przeprowadzono całą akcję, przypomina do złudzenia poprzednie działania firmy Black Cube, która ingerowała m.in. w wybory na Węgrzech w 2018 i 2022 roku.
Rozpoznaliśmy schemat obserwowany w innych krajach: fałszywe strategie biznesowe, tajne nagrania, anonimowe publikacje i starannie zaplanowane ujawnienie informacji tuż przed wyborami
- powiedziała Nika Kovač, jedna z autorek raportu śledczego w rozmowie z The Brussels Times
Kovač, działaczka organizacji Instytut 8 i koordynatorka europejskiej inicjatywy obywatelskiej My voice my choice, usłyszał od nowego premiera groźby pozwu za mówienie o tym, że ten miał spotykać się z pracownikami Black Cube. Janša zaprzecza, że brał udział w udostępnieniu nagrań, ale przyznał, że spotkał się z jednym z przedstawicieli izraelskiej firmy, nie pamięta jednak kiedy do tego doszło. Jednocześnie politycy SDS twierdzą, że “w centrum Lublany powinien zostać wzniesiony pomnik” ku czci pracowników Black Cube, którzy ochronili obywateli Słowenii przed stratą milionów na rzecz skorumpowanego rządu.
Co ciekawe, chwilę po tej aferze, tuż przed wyborami, rząd Goloba wycofał się z uczestnictwa w procesie przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości, który RPA wytoczyła Izraelowi oskarżając go o ludobójstwo. Jak wspominałem, Słowenia była pierwszym krajem UE, który zapowiedział przyłączenie się do tego oskarżenia. Potem dołączyły: Hiszpania, Irlandia, Belgia, Holandia. Szef słoweńskiego MSZ przyznał, że powodem rezygnacji z udziału w procesie była “presja z zewnątrz”. W mediach mówiono m.in. o tym, że premier Golob cofnął tę decyzję przez obawy o bezpieczeństwo, bo wiele krajowych systemów cyberobrony pochodzi z Izraela.
To zdecydowany sygnał ostrzegawczy dla wszystkich europejskich krajów, które przed następnymi wyborami będą musiały zaangażować swoje służby w przeciwdziałanie zagranicznym wpływom, które są zagrożeniem dla demokracji. Mieliśmy już zresztą do czynienia z czymś podobnym podczas ostatnich wyborów prezydenckich w Polsce. NASK stwierdził, że nieoznakowane spoty wyborcze, które wspierały Trzaskowskiego, a uderzały w Mentzena i Nawrockiego to również efekty zagranicznego wpływu. Szczegóły finansowania tych treści nie zostały jednak ustalone do dzisiaj. Sama firma Black Cube ma długa listę udokumentowanych ingerencji w politykę wewnętrzną europejskich państw. Są to chociażby wspomniane już wybory na Węgrzech, przed którymi również tworzono fałszywe firmy, by skompromitować nieprzychylne rządowi Orbana NGO-sy. Firma Black Cube ma na swoim koncie nawet wyrok rumuńskiego sądu, który skazał ich kierownictwo za stworzenie zorganizowanej grupy przestępczej. Agenci Black Cube mieli zebrać kompromitujące materiały o Laurze Kövesi, głównej rumuńskiej prokurator ds. korupcji. Próbowali włamać się do jej skrzynki mailowej, ale zostali aresztowani przez rumuńską policję przed zakończeniem operacji. Wydarzyło się to w 2016 roku, a wyrok zapadł 6 lat później.
Jedno jest pewne, syjonistyczny rząd Netanjahu zrobi wszystko, żeby utrzymać swoją pozycję i mieć jak najwięcej sojuszników na arenie międzynarodowej. Na różnego rodzaju działania propagandowe, mające na celu poprawę ich wizerunku, czyli tzw. hasbarę, od początku ludobójstwa w Gazie wydali oni ponad miliard dolarów. W obliczu tych zbrodni Izrael potrzebuje ekstraordynaryjnych środków, by utrzymać swoją pozycję na arenie międzynarodowej oraz wzrost gospodarczy oparty na przemyśle militarnym i kolejnych napaściach. Każdy kraj, który głośniej sprzeciwia się izraelskim zbrodniom jest niewygodny, a brak sankcji Unii Europejskiej i dalsza wymiana handlowa pozwalają syjonistycznej machinie dalej siać spustoszenie. 27 października wybory w Izraelu, a Netanjahu musi pokazać swoją siłę, co zresztą zaczął już robić odrzucając plan pokojowy dla Gazy przygotowany przez Donalda Trumpa.
Podobał Ci się ten tekst?
Działamy dzięki wsparciu czytelników. Wybierz kwotę i pomóż nam być tam, gdzie coś się dzieje.