W Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski od kilku dni możemy zobaczyć niezwykłą wystawę. „Nikt albo wszyscy” (ang. All of Us or None) to pierwszy w Polsce, indywidualny pokaz prac brytyjskiego artysty Imrana Perretty. Głównym motywem wystawy jest wykluczenie, z którym mierzą się osoby nie białe.
Perretta jest synem Bangladeszki i Włocha. Ten 37-letni artysta interdyscyplinarny, muzyk i filmowiec dorastał w południowym Londynie, w Wielkiej Brytanii po 11 września. Jego prace, obejmujące ruchomy obraz, dźwięk, kompozycję, sztukę performatywną i poezję, poruszają tematy migracji, tożsamości i przynależności, koncentrując się na przemocy państwowej, represjach wobec społeczności rasowych oraz kontestowanych przestrzeniach publicznych.
Kiedy nadarzyła się okazja napisania reportażu, Perretta naturalnie wrócił myślami do lat nastoletnich, które opisał jako „kształtujące na kilku poziomach”. Był to zarówno moment wkroczenia w dorosłość, jak i moment politycznego przebudzenia, które, jak mu się wydawało, były od siebie wzajemnie zależne. - The Polis Project
W związku z premierą udało się nam porozmawiać zarówno z Perrettą jak i z kuratorką wystawy - Agnieszką Sosnowską.
L.G.: Pani Agnieszko, wiadomo, że każdy wyjdzie z wystawy w trochę w innym nastroju, z innymi emocjami, ale jakie w Pani wywołuje odczucia, czy to jest bardziej atmosfera nadziei, czy smutku?
A.S.: Ja myślę, że ta wystawa przede wszystkim porusza szalenie istotne kwestie polityczne. Specyfiką praktyki Imrana Perretty jest to, że nie jest tylko taki zewnętrzny komentarz polityczny, tylko jakby te prace są niesamowicie osobiste i pozwalają nam trochę zmienić punkt widzenia.
W każdym razie we mnie wywołują takie reakcje, że pozwalają mi patrzeć na pewne kwestie z innej perspektywy, oczami na przykład osób, które mają to pochodzenie muzułmańskie, które wydaje mi się, że w Polsce bardzo mało obecne. Dziś wydaje mi się, że jakby też, co jest szalenie istotne to, że artysta tworzy język, który jest bardzo uniwersalny, mimo tego, że faktycznie jakby głównie opowiada o osobach, które mają to muzułmańskie korzenie, bardzo łatwo nam to odnieść na przykład do mniejszości ukraińskiej w Polsce.
A co na temat wystawy powiedział sam Imran?
L.G: Kim jesteś i czego dotyczy wystawa?
I.P.: Cześć, nazywam się Imran Parretta i mam wystawę zatytułowaną „All of Us or None”, która otwiera się w Zamku Ujazdowskim w piątek. Wystawa dotyczy wielu rzeczy, ale powiedziałbym, że przede wszystkim chodzi o konflikt i o to, jak konflikt na globalnym, geopolitycznym poziomie ma ogromny wpływ na poziom lokalny oraz jak ludzie, młodzi ludzie, my wszyscy - jak nasze intymne życie jest naprawdę dotknięte kryzysami geopolitycznymi, które rozgrywają się na naszych oczach.
Czy to kryzys klimatyczny, czy kryzys masowej migracji - a właściwie kryzys związany z tym, jak masowa migracja jest traktowana przez rządy zachodnie - a także ludobójstwo w Gazie. Wszystkie te rzeczy dzieją się jednocześnie, są ze sobą powiązane i w bardzo głęboki sposób wpływają na nasze życie. Więc ta praca dotyczy próby, jak sądzę, zmierzenia się z tym, jak te wszystkie siły polityczne są przedstawiane w mediach i w jaki sposób wpływają na nas.
L.G.: A jakbyś powiedział, że te sprawy, o których wspomniałeś, wpływają na twoje życie, twoją historię? Czy doświadczyłeś migracji?
I.P.: Jasne. Więc dużo tej pracy, jak sądzę, wywodzi się z perspektywy autobiograficznej. Pochodząc z Wielkiej Brytanii i z konkretnego środowiska, myślę, że doświadczyłem takich rzeczy jak państwowa inwigilacja, ale też brutalność policji, a także rzeczy takie jak obrazy ludobójstwa w Gazie.
Mają one wpływ na mnie i moją społeczność, brytyjską społeczność muzułmańską w Wielkiej Brytanii, w naprawdę szczególny sposób. I dlatego myślę, że duża część tej pracy dotyczy próby zmierzenia się z tym, co to znaczy pochodzić ze społeczności, która jest nieustannie pod podejrzeniem, a jednocześnie pochodzić ze społeczności, która ma związek z innymi społecznościami na całym świecie, które cierpią jeszcze bardziej.
L.G.: Czy powiedziałbyś, że ta sztuka jest nie tylko sztuką, ale też formą aktywizmu, mającą politycznie edukować, formą bezpośredniego działania?
I.P.: Myślę, że ta praca jest jednoznacznie polityczna, ale powiedziałbym, że moją rolą jako artysty nie jest edukowanie, uważam że bezpośrednie działanie to coś zupełnie innego i powinno odbywać się poza galerią. Uważam, że bezpośrednie działanie to coś, co powinno dziać się na ulicach, i naprawdę w nie wierzę. Więc dla mnie tworzenie wystawy polega na tworzeniu rozmowy i tworzeniu, powiedziałbym, krytycznego języka wokół spraw, przeciwko którym protestujemy.
L.G.: Czy był jakiś konkretny moment lub historia, która sprawiła, że pomyślałeś: muszę się tym podzielić z innymi ludźmi?
I.P.: Nie, to znaczy, robię to już od dawna, Rreczy, które eksploruję w tej pracy, sięgają od 11 września i, no wiesz, upadku Twin Towers, kiedy byłem nastolatkiem, aż po wszystko, co dzieje się teraz. Więc dla mnie one wszystkie mają ze sobą związek i wszystkie mają narrację, która niejako łączy te wszystkie geopolityczne wydarzenia.
Ostatecznie wszystkie one dotyczą zachodniego imperializmu, więc dla mnie to jest narracja stara jak świat.?
L.G.: Jak twoje poglądy na imperializm ewoluowały z czasem? A druga sprawa -jak myślisz, jak będą wyglądały twoje poglądy za kilka lat, biorąc pod uwagę wszystko, co dzieje się teraz: masową inwigilację, deportacje?
I.P.: Cóż, myślę, że wiesz, jeśli spojrzysz na imperializm, jeśli spojrzysz nawet po prostu na samo pojęcie imperium, możesz cofnąć się 2000 lat. Możesz cofnąć się nawet dalej. Myślę, że sposób, w jaki władza manifestuje się w postkolonialnym świecie, polega na tym, że władza jest bardzo skoncentrowana na Zachodzie.
Jeśli spojrzysz na państwo inwigilacji, mogę mówić tylko o kontekście Wielkiej Brytanii -jeśli spojrzysz na to, jak protest i wolność słowa zostały drastycznie ograniczone przez brytyjski rząd. Te eksperymenty przeprowadzano gdzie indziej, w innych częściach kolonii.
Więc zawsze istnieje związek między tym, co się dzieje, zarówno historycznie, jak i na różnych kontynentach, jeśli chodzi o władzę i sposób, w jaki kraje zachodnie wykorzystują swoją władzę. A jako obywatel z marginalizowanej społeczności w Londynie i w Wielkiej Brytanii, bardzo wyraźnie widać, jak ta władza była wykorzystywana w naprawdę asymetryczny sposób przeciwko mojej społeczności. Więc jak to będzie wyglądało za 20 lat? Prawdopodobnie jeszcze gorzej niż teraz, co jest naprawdę przerażającą rzeczą do powiedzenia.
Ale myślę też, że rośnie oddolny ruch, który ma pociągać władzę do odpowiedzialności. Naprawdę wierzę w młodsze pokolenie i we wszystko, co młodsze pokolenie robi w zakresie bezpośredniego działania. I jeśli chodzi o, myślę, po prostu odwagę bycia na ulicy, tworzenia prac dotyczących tego wszystkiego, co się dzieje, ale też, no wiesz, nie banie się być na ulicy, mówienia w bardzo wyraźny sposób o wszystkich rzeczach, z którymi się mierzymy, o wszystkich różnych kryzysach, które nas dotykają, i o wszystkich sposobach, w jakie są one ze sobą powiązane.
L.G.: Gdybyś miał podsumować wystawę i dzisiejszą rozmowę, jaki byłby jeden przekaz, którym chciałbyś się podzielić z widzami lub ze światem?
I.P.: Powiedziałbym, że we współczesnym momencie wszyscy zaczynamy rozumieć, czasami w naprawdę brutalny sposób, że wszyscy podlegamy władzy. Ale mam nadzieję, że wystawa pokazuje, że tak naprawdę jako obywatele, jako zwykli ludzie, mamy ogromną władzę, o ile potrafimy z niej korzystać w sposób zbiorowy.
I to właśnie ten zbiorowy duch, jak sądzę, jest jedynym sposobem, w jaki możemy pociągnąć rząd, pociągnąć zachodnie mocarstwa do odpowiedzialności za całą przemoc, jaką wyrządzają, od najmniejszej do największej skali. Dopóki wszyscy mówimy razem, jestem pewien, mam nadzieję, że sprawy się poprawią.
LG.: . Wystawa odbywa się w Polsce. Czy jest to wybór z jakiegoś konkretnego powodu?
I.P.: Wszystkie kwestie polityczne dzieją się wszędzie. Więc, wiesz, granica, o której mówię, jest inna niż granica polsko-białoruska, ale ostatecznie sedno problemu i kraje, które nadzorują te reżimy graniczne, są takie same.
I wszystkie mają ze sobą związek, nawet jeśli nie są identyczne. Więc to po prostu dowodzi, że wszystkie kwestie, które dzieją się w poszczególnych krajach i na poszczególnych granicach, dzieją się na całym świecie. Więc gdziekolwiek ta praca jest pokazywana, ma ona swój oddźwięk, ponieważ wszystkie te narracje dzieją się wszędzie w tym samym czasie.
Podobał Ci się ten tekst?
Działamy dzięki wsparciu czytelników. Wybierz kwotę i pomóż nam być tam, gdzie coś się dzieje.